stat4u

Bezstresowe wychowanie, czyli jakie?

2014-04-24 12:16:33

Pośród mnogości różnych stylów i systemów wychowawczych czasem trudno się odnaleźć. Każdy zwolennik danej metody wychowania podaje przekonujące dowody i argumenty za swoim punktem widzenia i krytykuje inne podejścia do relacji między dorosłymi i dziećmi. W wielu systemach wychowawczych jednym z najpoważniejszych zarzutów jest ten, że rodzice wychowujący dzieci niezgodnie z określonymi zaleceniami wychowują je bezstresowo.

Bezstresowo, czyli jak?

Szczególnie często dostaje się tutaj osobom proponującym wychowanie bez kar, bez przemocy, zachęcające do tego, żeby zaufać dzieciom i ich kompetencjom. W jednym z komentarzy zamieszczonych w internecie przeczytałam, że wychowanie bezstresowe to wychowanie, w którym rodzice nie pokazują dziecku konsekwencji jego zachowania. Jest to bardzo duże uproszczenie, które często omija istotę tego, czym charakteryzuje się wychowanie rzeczywiście odpowiadające na potrzeby rozwojowe dzieci.

Zagadnienie, które chciałabym przybliżyć, to z pewnością bardzo szeroki temat, niemożliwy do wyczerpania w jednym artykule, ale postaram się przedstawić istotę różnic między poszczególnymi stylami wychowawczymi i gdzieś w tej przestrzeni umieścić tak zwane wychowanie bezstresowe.

Bezwarunkowe rodzicielstwo

Zacznę od pewnej inspiracji, którą chciałabym się podzielić. Alfie Kohn w swojej książce o bezwarunkowym rodzicielstwie (Unconditional Parenting – nie przetłumaczona na język polski) napisał, że w naszej kulturze istnieje ogromny lęk przed nadmierną permisywnością w stosunku do dzieci, podczas gdy prawda jest taka, że powszechnym problemem jest raczej sprawowanie nadmiernej kontroli nad nimi. Jest to częściowo spuścizna po tradycji, która w dzieciach widziała diabły wcielone i małe dzikusy, które należy szybko i zdecydowanie ucywilizować, bo one same z pewnością wolałyby zostać dzikie. Jest to też niestety owoc bardzo potocznie rozumianego behawioryzmu z jego teorią wzmocnień pozytywnych i negatywnych. Behawioryzmu, który w pewnym momencie, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę, zakładał, że ludzie nie myślą. Że istnieje tylko zachowanie, bo tylko to, co widoczne, można badać i obserwować.

Pomiędzy wychowaniem autorytarnym i wychowaniem bez przemocy pojawia się refleksja nad rolą różnego rodzaju stresu w wychowaniu. Bo samo wychowanie bezstresowe stało się obecnie elementem pop-psychologii. Hasłem, za którym nie stoją żadne sensowne treści. Stres jest nieodłącznym elementem życia i nie da się, nawet gdyby ktoś bardzo chciał, wychowywać dziecka tak, aby ono nigdy stresu nie odczuło. Podobnie jak nie jest możliwe, żeby dziecko nie przestrzegało żadnych zasad i nie miało żadnych granic (choćby takich jak: nie pijemy płynu do pastowania podłóg, nie skaczemy z okna na trzecim piętrze, pijemy z kubka, a nie z podłogi).

Mało tego, nawet gdyby się to komuś udało, byłoby to prawdopodobnie bardzo szkodliwe dla dziecka (to takie gdybanie, bo to naprawdę niemożliwe). Dlatego, że dziecko mogłoby tego nie przeżyć. Ale też z tego powodu, że jednym z elementów prawidłowego rozwoju dziecka jest uczenie się tego, jak sobie radzić ze stresem i trudnymi emocjami. Czy oznacza to jednak, że rodzice muszą dzieciom tego stresu dostarczać?

Aby to lepiej wytłumaczyć, przytoczę typową scenkę rodzajową, jakiej świadkiem był pewnie każdy rodzic. Pokażę, jakie są potrzeby rozwojowe dziecka i jakie zachowania rodziców pomagają mu uczyć się zdrowego radzenia sobie z emocjami, a jakie nie.

Przykład

Dziecko, które nie dostało czegoś upragnionego, zaczyna płakać, wierzgać nogami, rzucać się na ziemię. Czasem wykrzykuje rodzicom w rozpaczy to, co właśnie o nich myśli.

Pierwszy rodzic w takiej sytuacji krzyczy na dziecko. Wychowuje je. Ostrzega, co zrobi, jeśli dziecko się nie uspokoi. Często jego celem jest to, żeby dziecko jak najszybciej przestało robić „cyrk” i zaczęło „zachowywać się jak człowiek”.

Drugi rodzic z kolei jak najszybciej daje dziecku to, na co miało ono ochotę. Kupuje zabawkę, daje ciastko, pozwala bawić się tym, co wcześniej było zabronione.

Pytanie brzmi, czy któryś z tych rodziców wychowuje dziecko bezstresowo? Jedno i drugie dziecko przeżywa stres, jedno i drugie przeżywa trudne emocje. Prawdopodobnie trudne emocje przeżywa też zarówno jeden, jak i drugi rodzic. Cechą wspólną rodziców z powyższych przykładów jest to, że tak naprawdę żaden z nich nie radzi sobie dobrze z trudnymi emocjami. Nie akceptuje ich. I jeden, i drugi chce, żeby dziecko jak najszybciej przestało go denerwować i się uspokoiło. Oczekują od dziecka, że poradzi sobie ze stresem samo, bo oni tego nie potrafią.

Jest też trzeci rodzic. On cierpliwie stoi lub kuca przy płaczącym dziecku. Czasami je przytula. Czasami mówi do dziecka: widzę, że bardzo chciałeś mieć tę zabawkę i złościsz się, że ci jej nie dałem. Czasem zabiera dziecko w inne, spokojniejsze miejsce, żeby łatwiej mu było się wyciszyć.

Ten rodzic zazwyczaj otrzymuje etykietę wychowującego bezstresowo. Jest krytykowany jako permisywny, nie stawiający granic. Jednak dziecko z tego przykładu także przeżywa stres. On jest związany z samą sytuacją (nawet pozwalając dziecku na wszystko i spełniając każdą jego prośbę, nie można sprawić, by dziecko nie przeżywało stresu). Rodzic jednak do trudnych emocji dziecka nie dokłada kolejnego stresu związanego z byciem niezrozumianym i opuszczonym w swoich emocjach. Nie dokłada stresu związanego ze strachem przed karą czy konsekwencją. Nie musi tego robić, ponieważ dobrze sobie radzi z własnymi emocjami i emocjami dziecka. Nie boi się ich. Jego celem nie jest jak najszybsze uspokojenie dziecka, ale wsparcie go w przeżywaniu własnych emocji i doświadczeniu tego, że emocje pomagają nam radzić sobie w życiu. Pomagają, bo dzięki złości, smutkowi, strachowi możemy się lepiej zatroszczyć o własne potrzeby.

Dorosły kontra emocje

Ktoś mógłby zarzucić, że ta instrukcja postępowania (oparta na najnowszej wiedzy o tym, jak kształtują się mechanizmy regulacji emocji w mózgu) jest zbyt skomplikowana do wykonania dla większości śmiertelników. Ja jednak mam inne doświadczenie. Ona jest bardzo prosta i intuicyjna, a to, że jest tak rzadko stosowana, wynika najczęściej z dwóch przyczyn.

Pierwsza z nich to własne trudności rodziców z przeżywaniem emocji. To, że większość osób radzi sobie z emocjami poprzez tłumienie ich i wypieranie. Nie brakuje wśród dorosłych osób, które boją się emocji, mają trudności z ich rozpoznaniem, nawet u siebie, i ogromne problemy z towarzyszeniem komuś w ich przeżywaniu (objawiające się na przykład uczuciem złości, pojawiającym się wtedy, kiedy ktoś przy nich płacze).

Jeśli dorosły ma trudności z przeżywaniem emocji, nie akceptuje tych trudnych, to musi najpierw popracować nad sobą, żeby móc wspierać dziecko. Dla takiego rodzica opisany przeze mnie sposób reagowania na emocje dziecka rzeczywiście może być trudny do wykonania. Porady i instrukcje mogą mu pomóc zorientować się, w jakim kierunku powinien zmierzać, ale nie zastąpią własnego rozwoju.

Druga przeszkoda, która niezmiernie mnie smuci, to niestety duża ilość mylących porad i informacji na temat wychowania dziecka prezentowanych przez najróżniejszych ekspertów. Jak już wspomniałam na początku, często wychodzą oni z założenia, że dziecko obdarzone jest złą wolą, którą należy złamać. Nie biorą przy tym pod uwagę wrodzonej ludzkiej potrzeby odnalezienia się w relacjach, dziecięcego pragnienia współpracy z rodzicami, troszczenia się o nich, a także wiedzy o prawidłowym rozwoju dziecka i jego możliwościach na każdym etapie życia. Dlatego każą odpłacać dziecku pięknym za nadobne za pomocą kar, sugerując, że pomoże mu to w rozwoju altruizmu, empatii i kultury osobistej. Podczas gdy tak naprawdę uczy to tylko zemsty i prymitywnej zasady „oko za oko, ząb za ząb”.

Żaden dorosły nie chciałby być tak traktowany, jak według niektórych porad powinno się traktować własne dzieci.

Bez konsekwencji?

Wspomniałam na początku, że etykietę wychowujących bezstresowo otrzymują często rodzice, którzy „nie stosują konsekwencji”. Jednak tak rozumiana konsekwencja jest w rzeczywistości karą wymierzoną przez dorosłego. Prawdziwe, naturalne konsekwencje spotykają dziecko niezależnie od tego, czy dorosły w jakikolwiek sposób zareaguje na jego zachowanie, a nawet wtedy, kiedy dorosły o zachowaniu dziecka się nie dowie. I to jest ich ogromną przewagą, ponieważ dzieci bardzo wcześnie odróżniają wydarzenia intencjonalnie spowodowane przez inne osoby od wydarzeń, których wystąpienie wynika ze zjawisk przyrody.

Dlatego dziecko, które wyleje wodę, będzie starało się jej więcej nie wylewać, kiedy poczuje, że zamoczyło sobie ubranie (naturalna konsekwencja), ale może starać się ukryć mokre ubranie, kiedy będziemy skupiać jego uwagę na konsekwencji sztucznej (czyli karze) w postaci jakiegoś arbitralnie narzuconego zakazu albo reprymendy.

Jednak patrząc szerzej na to zagadnienie, warto jeszcze odpowiedzieć na pytanie, które rzadko zadają sobie osoby zajmujące się dziećmi. Czy konsekwencje są podstawą rozwoju? Wiele osób tak uważa, zakładając, że główną przyczyną złych zachowań dzieci jest ich nieposłuszeństwo, egoizm i zła wola, ewentualnie brak wiedzy na temat tego, co jest dobre, a co złe. Prawda jest taka, że główne przyczyny zachowań nieakceptowanych przez dorosłych u dzieci to po pierwsze niedojrzałość dzieci (dorośli powszechnie nietrafnie oceniają ich możliwości rozwojowe), a po drugie niezaspokojone potrzeby emocjonalne i nieumiejętność znalezienia skutecznej strategii na ich zaspokojenie. Dlatego półroczne dziecko nie zacznie mówić, choćby nawet dotkliwie odczuwało konsekwencje swojej niedojrzałości, bo jest na to za małe. Z drugiej strony wszyscy kierowcy znają przepisy drogowe i wiedzą, jakie są konsekwencje ich łamania, jednak nie wszyscy ich przestrzegają. W ich mniemaniu łamanie zasad jest skuteczną strategią służącą zaspokojeniu rozmaitych potrzeb.

Na koniec chciałabym odpowiedzieć jeszcze pokrótce na pytanie o to, jakie narzędzia wychowawcze stosują rodzice, którzy wychowują swoje dzieci bez przemocy. Podstawowym ich narzędziem jest pielęgnowanie mocnej i opartej na zaufaniu relacji z dzieckiem. Dobra relacja czyni dziecko wrażliwym na naukę płynącą od rodzica, wzmacnia w nim chęć naśladowania bliskich mu osób, pomaga mu radzić sobie z trudnymi emocjami. Rodzicowi zaś daje lepsze rozumienie przeżyć i intencji dziecka. Dlatego w tym podejściu nie jest możliwa jedna, uniwersalna odpowiedź na pytanie: co zrobić, kiedy dziecko jest nieposłuszne? Zachęca się rodziców raczej do przyjrzenia się sytuacji i przeanalizowania jej. Do rozpoznania niezaspokojonych potrzeb dziecka i wspólnego z nim poszukiwania innych, bardziej akceptowanych społecznie sposobów na ich zaspokojenie.

W opisywanym przeze mnie podejściu zakłada się, że dziecko, oprócz potrzeb związanych z troszczeniem się o siebie, ma również potrzeby troszczenia się o innych, dobrych relacji, bliskości, pomagania innym. Nie ma zatem potrzeby uzyskiwania takich zachowań u dziecka za pomocą konsekwencji i stawianych mu wymagań.

Zasadnicza różnica między wychowaniem opartym na karach i nagrodach a wychowaniem opartym na budowaniu relacji polega na tym, że to pierwsze skupia się na egzekwowaniu od dzieci posłuszeństwa, a to drugie uczy je, jak radzić sobie samodzielnie w życiu, jak podejmować mądre decyzje, brać na siebie odpowiedzialność, szukać rozwiązań, które będą wzbogacać życie zarówno dorosłego, który wyrośnie z naszego dziecka, jak i spotykanych przez niego innych ludzi.

Agnieszka Stein – psycholog, pracuje z rodzicami i dziećmi. Autorka książki "Dziecko z bliska", poświęconej potrzebom rozwojowym dzieci w wieku przedszkolnym i rodzicielstwu bliskości.

http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/bezstresowe-wychowanie-czyli-jakie/xrwx3#.U1jf5xF08u0.facebook
Bliżej Przedszkola nr 9 Wrzesień 2013

Autor: Źródło: Bliżej Przedszkola



Powrót do aktualności

 
facebook
Sylwia Michalczewska - ZnanyLekarz.pl Agnieszka Cichorska - ZnanyLekarz.pl